Reklama

Prace Sylwii Osińskiej z Kolonii Obory. Artystyczne cuda za wyjątkowym płotem, pod opieką Maryi

Opublikowano: 4 kwietnia 2021 06:00
Autor: Przemysław Góralczyk | Zdjęcie: P. Góralczyk

Prace Sylwii Osińskiej z Kolonii Obory | foto P. Góralczyk

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Sztuka była obecna w życiu Sylwii Osińskiej od dziecka

Reklama

Z półki spogląda Jezus w złotej aureoli. Twarz poważna, majestatyczna. Obok uśmiecha się Maryja. Taka w ludowym stroju trzymająca na rękach dzieciątko. Gdzieś wyżej „przysiadł” anioł – rozpościerając skrzydła między barwnymi bibelotami. Zresztą nie on jeden. Aniołów tu nie brakuje. Jak w „niebie”. Każdy znajdzie tego „swojego”. A wszystkie są dziełem pędzla Sylwii Osińskiej z Kolonii Obory. 

Gdzie to „niebo”? Niedaleko… – tak jak w życiu – to co wydaje się odległe, nieosiągalne, jest tuż za rogiem. Konkretnie w Kolonii Obory - w gminie Gizałki. Pośród lasów, tuż przy drodze. Nie sposób nie zauważyć… 

„Płot, pomysł męża”

- Ludzie czasami nie wiedzą, co tutaj jest, ale się zatrzymują – mówi malarka - Sylwia Osińska.

Niemała w tym zasługa ogrodzenia posesji przykuwającego uwagę. – Płot, to pomysł męża – tłumaczy pani Sylwia. Co w nim takiego wyjątkowego? Do jego budowy użyto rudy darniowej. To tradycyjny, lokalny materiał, wykorzystywany przed laty w tej okolicy do budowy domów, które nazywano „domami z żelaza”. W XVIII wieku właściciele ziemscy oraz miasto Pyzdry, by zagospodarować lasy i bagna puszczy pyzdrskiej - zaczęli sprowadzać osadników olęderskich o wyznaniu ewangelickim - pochodzących głównie z ówczesnych Niemiec. Byli doskonałymi rolnikami, którzy do perfekcji opanowali umiejętność melioracji zasiedlanych terenów. Olędrzy wydobywali rudę darniową, którą wykorzystywali właśnie w budownictwie.

– Są jeszcze w okolicy budynki postawione z tego materiału. Teraz ta technika się odradza – tłumaczy Sylwia Osińska.

Ale płot wybudowany przez miejscowego murarz przyozdabiają również obrazy autorstwa malarki, przedstawiające wiejskie krajobrazy. Część już ukończona, reszta w planach. 

Ze sztuką od dziecka

Sztuka była obecna w życiu Sylwii Osińskiej od dziecka. Później studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi – projektowanie biżuterii, a na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu – edukację artystyczną.

- Miałam propozycję pozostania na uczelni jako wykładowca, ale miałam małe dziecko, życie potoczyło się inaczej. Niedawno dzwonili z Konina, żebym prowadziła tam zajęcia – mówi artystka.

Cały czas maluje. - Dużo pod zamówienia, ale mam także swoje prace wystawione w galerii – dodaje. Cieszy się, że ludzie zaczynają doceniać rękodzieło. -  Czy to rzeźba, czy malarstwo. Wartość rękodzieła wzrasta z kolejnymi latami. Nigdy nie będzie takich dwóch samych rzeczy – tłumaczy malarka. W ślady mamy idą już dzieci. – Córka jest na Uniwersytecie Sztuk Pięknych we Poznaniu  – architektura wnętrz. Lepi z gliny, maluje, robi kartki na święta. Jej prace także są w naszej galerii. Syn ma dopiero 6 lat, ale też już przejawia talenty artystyczne –  śmieje się dumna mama.  

Święte ikony…

Klientów nie brakuje.

– Ktoś zobaczy mój obraz u znajomego, też chce. Tematyka różna – kwiaty, pejzaże. Najwięcej maluję pod konkretnego zamawiającego – tłumaczy artystka.

Nie brakuje również tej wyjątkowej – sakralnej sztuki. – Dużo maluję obrazów świętych, ikon. Takie jest zapotrzebowanie – przyznaje Sylwia Osińska. – Malowałam np. do kościoła w Koninie Maryję z dziećmi fatimskimi. Zresztą do tego motywu mam spory sentyment – zdradza. – Odnawiam figury, np. do naszego kościółka w Świerczynie – w tym przypadku chciałam zostawić coś „od siebie”. Mam w planach namalować do kościółka drogę krzyżową. Odnawiałam także figurę Maryi z Szymanowic, która stoi w centrum wioski – opowiada Sylwia Osińska. – Przy takich pracach sakralnych człowiek jakoś nastraja się duchowo, rozmyśla. W końcu oddaje w takiej pracy cząstkę siebie. Bywa tak, że po jakiejś serii trzeba odpocząć, bo następuje wypalenie – wyznaje. 

Strażniczki ludzkich dróg…

Wracamy do ogrodzenia wokół posesji. Wyjątkowego – jak już wspominaliśmy – z powodu materiału z jakiego jest wykonane i barwnych obrazów. Ale jeszcze z jednego powodu. W płot wkomponowana jest urokliwa kapliczka.

- Kiedyś to była tradycja. Niemal przy każdym domu była kapliczka. Budynki były burzone, stawiane nowe, a święta figurka wciąż była… - mówi Sylwia Osińska.

Maryje, święci, czy ludowe świątki – stały i pilnowały – ludzkich domostw, dróg prowadzących do wsi… Kapliczkę w Kolonii Obory wybudowano oczywiście przy użyciu rudy darniowej. Są też metalowe elementy, jak krzyż wieńczący budowlę. – Wykonane przez kowala z okolicy. Krzyż jest pokryty rdzą, przez co nawiązuje i stanowi całość z rudą – tłumaczy Sylwia Osińska. - Czasami ktoś się tutaj zatrzyma, obejrzy, może pomodli – dodaje, ogarniając delikatnie pajęczynę. Nie brakuje kolorowych kwiatów i wstążek. – Każdy zna taki widok ze wsi, gdzie o te kapliczki dbano, pilnowano, przystrajano… - opowiada. A we wnęce figura - jej ulubiona – ta fatimska. Z drewna.

- Zrobiona na zamówienie przez miejscowego rzeźbiarza. Ja ją pomalowałam. Jest jeszcze jeden akcent – na dłoniach Maryi zawieszony jest różaniec przywieziony właśnie z Fatimy – mówi Sylwia Osińska. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.